Wszystkie »

  • Wpisów:43
  • Średnio co: 88 dni
  • Ostatni wpis:9 lata temu, 16:33
  • Licznik odwiedzin:3 851 / 3874 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tak odnośnie komntarzy, to ja cały czas na pingerku siedze Po prostu przestałam wklejać powieść z różnych względów. Także dlatego, że zaczęłam pisać inną. Może nie komentuje, ale czytam was wszystkich
  • awatar Gość: na płaski brzuch dobre jest a6w :)
  • awatar Gość: a jaką inną?;p
  • awatar Gość: dobrze wiedzieć (;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
z racji braku zainteresowania moimi wypocinami zawieszam dzialanie tego bloga
  • awatar Gość: Wracaj no tu;p
  • awatar aria: Hehe, no wiesz... jestem dziewczyna ale spoko ;p I wiem że można sie troche pogubić, ale ja to pisałam wlacwie dwa lata temu, znaczy te pierwsze rozdziały
  • awatar Gość: Niech swiateczne zyczenia maja moc spelnienia, te calkiem blache i te wazne te dostojne i te ciut niepowazne. Niech wszystkie sie spelniaja
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Rozdział 10 dziesiąty
Poranek był piękny, obudziło ją pianie kogutów i rosnący harmider na drodze przed gospodą. Na palcach wyszła z pokoju i zapukała do pokoju Thorna.
-Proszę wejść.- Głos z wewnątrz był lekko zatroskany, ale Ayla nie zwróciła na to uwagi.
-Ojcze, bo tak się zastanawiam. Mamy iść dzisiaj kupować ubrania. Czy nie mogłabym pójść ja, jako ja i przymierzać damskie ubrania??
-Niestety nie. Będziesz je musiała wybrać na oko. – Ayla zawiedziona wyszła z pokoju. Jej radosna natura nie dała jej się jednak długo smucić. W pokoju szybko wymalowała sobie niewielkie młodzieńcze wąsiki i zeszła na śniadanie. Osadnicy już siedzieli na swoim stałym miejscu.
-Bujniejsze coś dzisiaj paniczowi owłosienie wyrosło.- Przywitał ją Oki. Żartowali tak między sobą na jej temat. A ona starała się zjeść spokojnie jajecznice nie parskając ze śmiechu lub złości. Thorn i Kahl byli jednak jakoś dziwnie milczący. Weszli do olbrzymiego sklepu. Pełnego kolorowych malowideł przedstawiających kobiety i mężczyzn w różnych strojach i pozach. Sala była widocznie przedzielona na część męska i żeńską. W osadzie nikt nie chodził w spódnicach, więc wszyscy razem udali się do działu męskiego. Ubrania w nim były bajecznie kolorowe i pięknie zdobione, były jednak tak niewygodne, że od razu zrezygnowali z ich kupna. Zakupili tylko bieliznę i kilka belek różnych materiałów. Potem poszli do apteki po opatrunki Gdy wszystkie zakupy były dokonane wyruszyli na poszukiwanie prezentów. Było przy tym dużo śmiechu i radości. Mężczyźni nieśli bele z materiałami i stosy bandaży, a Aylę przygniatał stos pakunków poukładanych jeden na drugim. Prezenty były dla każdego. Wisiorki, scyzoryki, szkiełka i tego typu rzeczy, oraz kilka drobiazgów dla dzieci, które miały niedługo przyjść na świat. Co jakiś czas wyglądała zza pakunków, mimo to ciągle kogoś potrącała, za jej plecami rozlegały się obelgi na temat kreślawego chłopaka. Gdy dotarli do gospody padała ze zmęczenia. Już miała spytać się Thorna dlaczego nie śmieje się nimi, kiedy przekroczyli próg gospody i nie mogła wyrzec już słowa. Gdy tylko weszli wiedziała, że on tam jest. Atmosfera strachu wróciła, była pora obiadu, mimo to karczma świeciła pustkami. Mężczyzna siedział w miejscu, które oni zwykle zajmowali. Bez słowa skargi osadnicy usiedli w odległym kącie sali. Po chwili obcy podniósł się z miejsca i podszedł do nich.
-Kto jest panem tego chłopca stajennego?- Spytał władczym tonem. Osadnicy zamarli. Czego on znowu chce ode mnie, miałam nadzieje, że zapomniał albo coś w tym stylu. Nie mogę mu patrzeć w oczy, wtedy będzie wiedział kim jestem.- Te wszystkie myśli przemknęły jej w ułamku sekundy. Czuła wzrok mężczyzny na swojej pochylonej głowie ale jej nie podniosła.
-Ja.- Rzekł Thorn tonem, który powinien powstrzymać od wszelkich pytań. Przybysz tonem się nie przejął i powiedział.
-Chciałbym go odkupić, potrafi opiekować się moim koniem, a niewielu dokonało tej sztuki.
-On nie jest na sprzedaż.
-Może jednak. Cena jest przyzwoita.
-On nie jest na sprzedaż.- Odpowiedział Thorn, coraz bardziej tracił cierpliwość. Żyła na jego skroni pulsowała rytmicznie.
-A czy mógłbym z nim porozmawiać??
-On jest niemową. A teraz bądź pan łaskaw i zostaw nas w spokoju.
-Mimo wszystko dla waszego dobra nalegam na tę rozmowę.- Ojciec rzucił jej przelotne spojrzenie. Była w nim obawa, niepewność, ale także zacięcie. Mimo, że bała się panicznie skinęła głową.
-Panie nie rozumiesz słowa niemowa??
-To ty panie posłuchaj uważnie. Nie rób ze mnie głupca, którym nie jestem!
-Dobrze, tylko jeśli chłopakowi stanie się krzywda, zapłaci pan za to własną krwią. Chcę być przy tej rozmowie wraz z moimi towarzyszami.
-Może pan przy niej być ale rozmowy i tak pan nie usłyszy.- Przybysz uśmiechnął się szyderczo i siadł naprzeciwko Ayli.
 

 
Thorn patrzył na nią z uwagą gdy rozmawiała ze sprzedawcą.
-Więc, który proponujesz??- Chwilę patrzyła na leżące przed nią miecze. Dotykała ich kolejno. Niektóre próbowała. Wyobrażała sobie Tobiasza. Szczupły wysoki, niezgrabny, często tracący równowagę. Potrzebuje miecza dość krótkiego, ale lekkiego, musi być idealnie wyważony. Jej wzrok padł na ostatni miecz. Wzięła go do ręki i czuła, że będzie idealny. Wykonała nim kilka z trudniejszych figur i patrząc na osadników orzekła.
-Ten będzie dobry.- Tak wybrali jeszcze dwa miecze. To już był koniec zakupów, wychodząc ze sklepu, Ayla przebiegła wzrokiem po oszklonych gablotach. Nagle jej uwagę przykuł miecz. Bez żadnych zbędnych zdobień. Srebrna rękojeść miała na sobie kilka wzorów, ale były już tak zatarte, że nie można było ich odczytać.
-Czy mogę go zobaczyć??- Spytała sprzedawcę. Patrzył na nią niechętnie. Zostawili u niego jednak pokaźną sumkę więc bez wahania podszedł i wyjął miecz. Dotknęła go i z całej siły zapragnęła go mieć. Był jakby przedłużeniem jej ręki. Tak lekkiego brzeszczotu nigdy nie widziała. Kilka ruchów wystarczyło by przekonać ją, że jest dla niej przeznaczony. Zupełnie zapamiętała się w tańcu z mieczem. Nagle ktoś obok niej głośno zaklaskał. Jakiś podstarzały jegomość, stał obok i zapamiętale bił brawo.
-Młodzieńcze zapłacę ci majątek byle byś tylko nauczył tak walczyć mojego syna.- Ayla zatrzymała się gwałtownie. Dopiero po chwili dotarło do niej czego ten jegomość oczekuje.
-Przykro mi ale to niemożliwe.- Z bólem serce oddawała miecz sprzedawcy, który patrzył na nią osłupiały, jakby zrobiła coś niewłaściwego.
-Nie jesteś stąd chłopcze prawda??- Spytał mężczyzna
-Nie ale co to ma do rzeczy ??
-Jestem właścicielem połowy tej mieściny i odmowa mi to bardzo nierozsądna rzecz- Jego mina zrzedła znacząco - Gdy Miecz przeszedł w ręce sprzedawcy poczuła jakby opuściła ją cała energia. Ze spuszczoną głową odwróciła się z zamiarem wyjścia. Nagle Kahl odezwał się.
-Niech pan go nie chowa, ile kosztuje??- Kahl podparł kieszeń z miną bogatego szlachcica.
-700sztuk srebra Odparł kupiec z błyskiem chytrości w małych oczach.- Była to duża kwota, jak na miecz bez żadnych kamieni szlachetnych.
-Kupuje.- Rzekł chłopak. Był dzieckiem ale zachowywał się jak dorosły. Odmierzył pieniądze i z pakunkiem w ręku wyszli. Ayla wciąż nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Patrzyła osłupiała. Mężczyźni uśmiechnęli się wyrozumiale i wypchnęli ją ze sklepu.
-To prezent ode mnie- Czyżby się jednak nie gniewał? Nie rozumiała go.
-Nawet nie podziękujesz??- Spytał Kahl z figlarnym uśmiechem.
-Jak strasznie wam dziękuje!!- Krzyknęła rzucając się im wszystkim na szyję. Nie przejmowała się, że ludzie wokół dziwnie się patrzyli. Gdy młody chłopak obcałowuje mężczyzn. Na samą myśl o tym zaczęła się śmiać. Przejęła pakunek z rąk Kahla i całą drogę ważyła go w dłoniach. Mówiła bez przerwy, przemierzali ulice brudnego miasta, a jej radości nie zmniejszyło nawet to, że weszła w olbrzymią kałużę i przelewało jej się w butach.
-Przestań już tak podskakiwać.- Śmiał się Kahl, przekomarzał się z nią cały czas.
- To jest najcenniejsza rzecz jaką dostałam.
-No to ja też się cieszę, że ci się podoba córko. Ale teraz już cisza, wchodzimy do tego sklepu.- Był to sklep z przyprawami i ziołami. Zakupili kilka worków soli, pieprzu i innych przypraw. Mieli jeszcze pieniądze od przybysza, więc mogli zrobić zakupy na kilka lat. Cały dzień chodzili za sprawunkami. Wieczorem mieli już wszystkie niezbędne rzeczy i 7tysięcy srebra w kieszeni.
-Jutro zakupimy ubrania i prezenty dla kobiet, a pojutrze wyruszamy w drogę powrotną.- Orzekł Thorn. Wszyscy zaakceptowali ten pomysł. Ayla kładła się zmęczona ale szczęśliwa. Gdy była już przebrana do snu, wyciągnęła jeszcze podarek i wpatrywała się w niego długo. Usnęła śniąc o rzeczach przyjemnych. Z jej ust nie schodził uśmiech przez całą noc.

 

 
Rozdział 9 dziewiąty
W nocy dręczyły ją dziwne sny z tajemniczym mężczyzną. Jednak szybko wyrzuciła go z myśli. Obudziła się w miękkiej pościeli, mimo, że była to raczej speluna, pokoje były czyste i zadbane. O świcie przyniesiono jej miskę czystej wody. Delikatnie zdjęła opatrunek z pleców.
-Goi się jak na psie.- Pomyślała z zadowoleniem. Założyła nowe bandaże i zeszła na dół. Sala była pusta, kominek wygasły. Podeszła do lady i zadzwoniła dzwoneczkiem. Po chwili przyszedł barman. Miał podkrążone oczy w których czaiła się złość, że ktoś wyrwał go ze snu o tak wczesnej porze. Już miała poprosić o śniadanie gdy przypomniała sobie, że jest chłopcem niemową. Rozejrzała się pospiesznie, ale w pobliżu nie było karty dań, ani nic podobnego, ci ludzie nie umieli czytać. Pokazała na swoje usta, po czym wykonała gest jakby rozbijała jajko. Mężczyzna wpatrywał się w nią coraz bardziej rozdrażniony, jednak gdy powtórzyła gest kilkukrotnie zrozumiał o co chodzi i rzekł.
-Jajecznica??- Ayla energicznie pokiwała głową.
-A co do picia??- Tym pytaniem zwalił ją z nóg. Jak ma mu powiedzieć, że herbatę?? Wzruszyła obojętnie rękami. Barman uśmiechnął się chytrze, po chwili przyniósł jej jajecznice i kufel piwa, najdroższy trunek jaki posiadał. Chociaż bardzo ją korciło by się napić zostawiła zimny napój nietknięty, bez reszty oddając się jedzeniu jajecznicy. Gdy danie w połowie znikło już z talerza do sali wkroczyli pozostali osadnicy. Ayla wskazała palcem to na kufel, to na barmana, dając pokracznie do zrozumienia co się wydarzyło. Zrozumieli. Po chwili przed dziewczyną pojawił się kubek gorącej herbaty. Piwem zaś rozkoszował się Oki. Po skończonym posiłku wyszli na ulice. Ranek był chłodny, miasto powoli budziło się do życia. Otwierano kramy i sklepy, wzmagał się gwar. Kury piały na potęgę. Ayla rozglądała się ciekawie, ale Thorn prowadził ich szybkim tempem wśród krętych uliczek.
-Możesz już mówić, tu nie musisz udawać, tylko ton obniż.
-Kahl! Spójrz to ten strych!-
-Tak!
-A tam Kołomyjka lepiej się tam nie kręcić.
-Mhm.
-Weź się ogarnij co?
-Mhm.
-Aaa- Odeszła kilka kroków kopiąc kamyk. Wędrowali tak jeszcze chwilę, gdy nagle Thorn zatrzymał się przed sklepem bez okien. Nie było na nim żadnej nazwy, zamiast szyldu wisiał nagi miecz.
-Broń- Wyszeptała. Wcześniej Kahl nie pokazał jej tego sklepu. Może bał się, że to ten obrabuje? Zawsze fascynowała ją broń i sztuka jej władaniem. Mieczem posługiwała się jednakowo dobrze oburącz. Umiała rzucać pięcioramiennymi gwiazdkami, nożami traperskimi i sztyletami. Do tej pory jednak nie miała okazji spotkać się z kuszą, była za droga jak na ich skromne możliwości, a nie posiadali odpowiedniego sprzętu by ją wykonać. Gdy przestępowała próg, wydawało jej się jakby wkraczała do świata magii. Pięknie inkrustowane sztylety, bogato zdobione łuki i miecze, tak wspaniałe, że aż nie mogła na nie patrzeć. Wypuściła wstrzymywany oddech. Thorn już targował się ze sprzedawcą. Potrzebowali kilku mieczy dla najmłodszych, lekkich i krótkich do nauki. Zazwyczaj to chłopcy uczyli je podstaw fechtunku. Podeszła do lady na której leżało dziesięć rodzajów mieczy. Dla każdego wojownika miecz musiał być inny. W osadzie kobiety, choć nie chodziły na napady, walczyły nie gorzej od mężczyzn.
-Dla kogo wybierasz najpierw??- Spytała Thorna, który oglądał miecz drugi z brzegu. O prostej rękojeści i długim grubym brzeszczocie.
-Dla Tobiasza.
-Pokaż mi go na chwilę.- Wzięła miecz w lewą dłoń i podeszła do miejsca zaznaczonego dla wypróbowania miecza. Wykonała kilka figur, miecz trzymając sztywno w lewej dłoni.
-Ten będzie nieodpowiedni.
-Dlaczego pan tak uważa. To doskonała stal. Idealny dla młodych młodzieńców.-Sprzedawca zachwalał miecz, patrząc na nią chytrze.
-Miecz jest za ciężki. Tobiasz jest leworęczny, ponadto ma nadal problemy z równowagą, tak ciężki i niewyważony miecz będzie dla niego zawadą w walce. Punkt ciężkości jest w złym miejscu, pan o tym wie! Nie może pan go już sprzedać od dłuższego czasu i dlatego pan go tak zachwala. – Nagle ją dopadła ta wiedza. Dosłownie, nie miała pojęcia skąd się wzięła.
 

 
Ide jutro na echo serca. Powinnam sie bac? Chyba nie, mam to gdzieś
 

 
-Nie musze panu opowiadać wszystkiego.- Odpowiedział z całym spokojem osadnik- Była pod niesamowitym wrażeniem jego opanowania i trzeźwego umysłu, nie dziwne, że został przywódcą. Ona już dawno byłaby czerwona i wszystko mu opowiedziała. Na te słowa właściciel niesamowitego rumaka wyjął z za pazuchy jeszcze bardziej wypchaną sakwę i niedbałym ruchem położył ja na stole.
-Mnie nie można kupić, powiedziałem co wiedziałem, a teraz niech pan mi powie dlaczego pan szuka osadników.
-Interesuje mnie ta dziewczyna.
-Ona za młoda będzie dla pana. Mówią, że brzydka jak noc i ma mnóstwo brodawek. Jak wszystkie wiedźmy.- Przybysz okazał pierwsze oznaki zniecierpliwienia.
-Niewątpliwie. Nie widział jej pan, ale niech jej pan przekaże, żeby się ze mną skontaktowała, bo ja i tak znajdę te osadę, a w tedy nie będzie ciekawie. Ja muszę z nią porozmawiać!
-A dlaczego?
-Wyjdźmy stąd, tu mogą być nieprzychylni ludzie.
-Wezmę tylko chłopaka, on nie może się porozumieć z otoczeniem i ja jestem jego jedynym łącznikiem.
-Dobrze.- Obaj równocześnie ruszyli ku wyjściu. Rzuciła się za nimi, obijając sobie boleśnie nogę o kant ławy. Zaklęła cicho ale szła dalej. Wyszli na siarczysty mróz nocy, skierowali się do stodoły. Nie miała pojęcia po co Thorn zabrał ją ze sobą. To było niepotrzebne ryzyko. Gdy tylko weszli ogier mężczyzny zarżał głośno, Ayla zrozumiała, chociaż słowa nie były skierowane, do niej. „Wybadaj tego chłopaka, tak naprawdę, to jest dziewczyna i to jakaś dziwna.” ”Dobrze, zobaczymy.” „Ona rozumie to co teraz mówisz” „ Jak to??” „Sam sprawdź”- Ayla słuchała tej rozmowy, czując się jakby podsłuchiwała prywatną rozmowę, nie potrafiła jednak tego zablokować.
„Czy słyszysz to co do ciebie teraz mówię??”- Nie odpowiedziała, całą siłą ducha, starała się od tego odciąć.
„Czy mnie słyszysz?? Odpowiedz!! Żądam tego od ciebie!!”
-Więc powiedz czego chcesz od tej dziewczyny?
-Muszę ją zabrać ze sobą, nie ma czasu, na pogawędki. Powiem ci prawdę prosto z mostu bo widać, że jesteś z osady. Twoja budowa i zachowanie o tym świadczą. Ta dziewczyna jest cenna i to bardzo, niewyobrażalnie. Dam wam za nią godziwą zapłatę. Będziecie urządzeni na długie lata, a bank odetchnie nienękany i konwoje będą zasobniejsze. Nie nęci cię ta oferta?
-Nie.
-Dlaczego odrzucasz tą decyzję bez przemyślenia jej. Jeśli nie oddacie mi jej dobrowolnie, zabiorę ją siła a was wszystkich wymorduję, co do jednego. Jestem do tego zdolny.
-Choćbyśmy mieli zginać nie wydamy jej na śmierć.
-Nędzny śmiertelniku, nie wiesz co się może wydarzyć. Nie panujecie nad nią, ona nad sobą nie panuje! Może was wysadzić w powietrze przez sen bo jej się przyśni wybuch, nie masz pojęcia do czego jest zdolna!!- Mięśnie na twarzy mężczyzny drgały nieprzyjemnie. Wpatrywała się w niego kątem oka i zastanawiała się czy jest aż tak niebezpieczna. W zasadzie jej się nie zdawało. Nie moczyła się w nocy już od kilku dobrych lat, nie mówiąc o wybuchaniu.
-Nie unoś się, nie masz prawa tak mnie nazywać, normalnie już bym wyzwał cię na pojedynek. Opowiedz mi skąd masz te informacje.
-Bo to ja straciłem ją w tym lesie! Napadnięto nas. Byłem przekonany, że zginęła, dopiero niedawno doszły nas słuchy o jej istnieniu.
-Nie wiem o czym mówisz i nie obchodzi mnie to po prawdy. Jestem zmęczony cało dzienną podróżą i pragnę udać się na spoczynek. A dziewczyna sama podejmie decyzję czy z tobą porozmawiać czy nie. Jeśli tak to skontaktuje się z tobą.
-Czy ten chłopiec mógłby zostać pomóc mi?
-Niestety on też jest zmęczony, a jutro musimy wcześnie wstać, żegnam pana. Gdzie się pan zatrzymał tak dla wiadomości??
-To nie daleko, pod przebitym jabłkiem.
-Aha dobrze wiedzieć. Dobranoc.- Thorn chwycił ją za ramię i szybko wymaszerowali ze stajni, pozostawiając w niej mężczyznę bacznie wpatrującego się w jej plecy.


 

 
piąta kawa, czy to jeszcze nałóg czy już zidiocenie??
 

 
Totalna histeryczna awersja do historii zmusza mnie by miec w dupie I wojne swiatowa. Tak wiem, że to ważne itp... Fizyka jest fajniejsza Moj zapał nad historia skonczyl sie włozeniem ksiazki do szafki i udawaniem, że tego sprawdzianu nie bedzie. Podobno jak sie w cos wierzy to to się spełnia. Ja mocno wierze! Chyba sobie popisze
 

 
Babcia traktuje mnie jak niewpełni udomowione zwierze. "O jak ładnie nauczyłaś się nalewać wody z filtra" " Posprzatałaś w pokoju? To nic, że dopiero jak przygniotła cię sterta twoich ciuchów,tak trzymaj!, tak robią dobre dzieci" " wiesz ja nic nie mowie, ale jak wróciłaś to nie był świt, to był biały dzień!" Cholera człowiek ma 18 lat a czuje sie jak jakiś smarkacz ze smycza na plecach których teraz pełno oO
 

 
-Jak wyglądała przed i po wyleczeniu.
-Wszelkie rany zniknęły, była zdrowa, nie miała jednak odgryzionych członków.
-Nie zastanawialiście się jak to się stało??
-Nie, mamy zasadę, żadnych pytań. Gdy zaczynamy je zadawać oni znikają jak duchy.
-Czy słyszałeś coś o nawiedzonej dziewczynie??
-Tak to ona uzdrowiła Alische, ale nigdy jej na oczy nie widziałem. Podobno napadała z nimi na konwoje już w wieku pięciu lat, ale w to nie uwierzę nigdy. Na oczy jej nie widziałem.
-Jak ma na imię?
-Tego nie wiem.
-A co wiesz o jej zdolnościach??
-Nigdy jej nie spotkałem, ale konwojenci, którzy się im sprzeciwili i nie oddali im części ładunku opowiadali straszne historie. Ci co przeżyli.
-Na przykład?
- Świetnie strzela z łuku- Naburmuszyła się kpił z niej! -Mówią, że to istna maszyna do zabijania, nikt nie jest w stanie z nią wygrać.- Nie do końca podobał jej się sposób w jaki to mówił. Będąc poważnym wyśmiewał się z niej a ona nie mogła zareagować.- Ona maszyna do zabijania- phi, bzdury. W Ferworze walki nikt jej nie obserwował. To fakt, często wyzywano ją na pojedynki, ale przeciwnicy byli zazwyczaj żałosni. Każde dziecko z osady potrafiłoby ich pokonać z zawiązanymi oczami. Dlatego teraz się zdenerwowała.
-Jakie są te jej dziwne zdolności??
-Nie wiadomo, mówią, że potrafi latać i zmieniać się w zwierzęta... W pełnię księżyca podobno pojawia się u niej zakrzywiony nos i brodawki i wyjawia swą prawdziwą naturę. Podobno leczy także wywarami z wnętrzności kota, dla mnie obrzydlistwo, ale jakby człowiek miał wybierać.. Wiele kotów wie pan zniknęło ostatnio. U nas w osadzie nie ma ani jednego malutkiego!- Już nie pierwszy raz pytano ich o osadę. Słyszała wielokrotnie opowieści jakie zmyślano na zakupach w mieście. Zawsze było przy tym dużo śmiechu. Obawiała się jednak tego człowieka. Thorn opowiadał teraz takie historie, że siłą powstrzymywała się od śmiechu. W atmosferze strachu i niepewności osadnik był wyśmienitym aktorem. Mówił poufale prawie na ucho, ani na chwile nie tracąc swojej powagi i dystynkcji.
-Ma na imię Ayla, jasne włosy i niewielką bliznę na prawym przed ramieniu. I ty o tym wiesz dobry człowieku. Nie mówisz mi wszystkiego.- Cały dobry nastrój prysł. Skąd ten człowiek, tyle o niej wie?? Zastanawiała się przerażona. Nie wiedziała co Thorn odpowie, sama nie wiedziała, co by powiedziała w takiej sytuacji. Zachłysnęła się gwałtownie i spurpurowiała. Zawiesiła łyżkę w pół drogi i czekała.
 

 
-Dostaniesz za informację o osadzie.- Na te słowa, Ayla zakrztusiła się, Oki nie odrywając oczu od mężczyzny uderzył ją silnie po plecach. Spojrzała na niego z mieszaniną wdzięczności i skrywanego bólu. Rana na plecach nie zagoiła się jeszcze. Z ust pociekł jej przepyszny sos grzybowy jaki jej zamówiono. Otarła go szybko i znów wpatrzyła się w mężczyznę. Barman trząsł się cały i odpowiedział.
-Wiem o nich bardzo nie wiele. A co chciałby pan wiedzieć??
-Wszystko.- Od pytającego rozchodziła się fala, która powodowała, że nawet najodważniejsi by zwątpili. W stajni jednak Ayla nie czuła czegoś takiego. Spojrzała uważnie. Rozchodziła się wokół niego delikatna mgiełka magii. Nie czarował bo to byłby w tedy brokat. Po prostu skupiał moc. Na zwykłych ludziach sprawiało to oszałamiające wrażenie. Osadnicy jednak przywykli do tego. Ayla jak się zdenerwowała często „pluła magią” jak to określał Kahl.- Więc robi to specjalnie by nas zastraszyć- Pomyślała i z całych sił starała się nie poddać paraliżującemu uczuciu.
-Ja nie wiem, ale więcej mogą wiedzieć ludzie z Nimrot, tam siedzą. Oni czasem z nimi handlują.-Powiedział przerażony mężczyzna wskazując zreumatyzowanym palcem, stół przy którym siedzieli osadnicy. Mężczyzna, zamaszystym ruchem zgarnął z lady sakwę i podszedł do nich rzucając ją niedbale rzekł.
-Czy wiecie coś może o osadzie??- Ayla schyliła głowę nad jedzeniem, tak by przybysz nie mógł patrzeć na jej dziewczęcą twarz i dziwne oczy.
-Tak.- To był głos Thorna.- Uważała, że źle postępuje. Powinien się wszystkiego wyprzeć tak by było lepiej.
-Co wiecie??
-Nikt nie wie gdzie leży, gdzieś przy trakcie, ale gdzie? Wiedzą tylko osadnicy. Czasem nam pomagali, a czasem my im.
-Na czym ta pomoc polegała?
-Gdy w miasteczku zdarzył się pożar pomogli nam. Raz zdarzyło się, że piętnastoletnią córkę drwala pogryzł wilk. Była umierająca. Cała grupa wyruszyła na trakt krzycząc paląc pochodnie i nawołując. Była ciężka zima, ale po chwili ktoś wyszedł z lasu. Z łukiem w ręku i kołczanem i mieczem na plecach wysłuchał nas. Po godzinie dwoje młodych chłopców, przyszło i zabrało córkę drwala. Dwa dni później odprowadzili ją pod drzwi domu, miała jednak zawiązane oczy i nie pamiętała drogi.- Ayla zamknęła oczy. Pamiętała tamtą dziewczynę. Rozszarpana na strzępy. Piękne czarne, włosy, całe we krwi. Nie miała trzech palców u rąk i prawie wszystkich u nóg, także jednego ucha. Była pierwszą osobą w takim stanie, która zobaczyła. Miała w tedy osiem lat. To było straszne. Zemdliło ją na tamto wspomnienie. Umiała już leczyć. Wszystkie rany się zagoiły.
-Jak ta dziewczynka wyglądała?
-Córka drwala?? Piękna, zgrabna, kruczoczarne włosy. Ale teraz jest zamężna.- Thorn odpowiedział, spokojnie, wiedział jednak, że nie oto mu chodzi. Chciał go sprowokować by ten wyjawił swoje intencje. Przybysz zachował jednak niewzruszony spokój. Aura bijąca od niego wzmogła się jednak nieznacznie.
 

 
Zatrzymali się przed pierwszą z brzegu gospodą. Szyld zwisał smętnie trzymając się na jednym haku, tak już wyblakły, że nie dał się odczytać.
-W takim miejscu nikt nie zadaje zbędnych pytań.- Powiedział Oki i wszyscy skinęli głowami. Kahl pierwszy zeskoczył z konia i wszedł by spytać się o wolne pokoje. Po chwili wyszedł i skinął głową.
Ayla chwyciła wierzchowce za uzdy i ruszyła sztywnym krokiem w kierunku lichej stajni. Miała być stajennym chłopcem niemową to musi się zachowywać jak on Było sześć wolnych boksów. Po kolei pozamykała konie i zajęła się ich oporządzaniem. Gdy szczotkowała wichra do stajni wszedł mężczyzna, miał srebrny płaszcz i dziwną czapkę.
-Chłopcze, czy ty jesteś stajennym??- Ayla wyszła z boksu i skinęła głową, zostawiając ją pochyloną. Przybyły rzucił na ziemię monetę i rzekł.
-Zajmij się moim ogierem, musisz uważać jest bardzo narowisty i nie lubi obcych. – Przekazał wodze w ręce dziewczyny, po czym wyszedł. Ayla była wściekła. Wiedziała, że miała odgrywać rolę służącego, ale nie chciała być nim naprawdę, dlatego nie podniosła z ziemi monety. Zaprowadziła wierzchowca do boksu i przywiązała. Wróciła do wichra, gdy kończyła go szczotkować. Ogier przybysza zaczął parskać gniewnie. Wysłała w jego kierunku uspokajającą myśl i aż usiadła ze zdziwienia gdy w odpowiedzi usłyszała we własnej głowie.
-Odwal się!- Głos był nijaki, nie miał barwy, ani tembru, mimo to był czysty i wyraźny.
-Ty, umiesz mówić??
-Głupia jesteś? Nie widzisz, że nie umiem?? Czy ja mówię do ciebie?? Idiotka, ci śmiertelnicy... Ehh. Ale, ale. Ty nie jesteś śmiertelniczką. Prawda?? Nie mylę się?
-Znaczy, ta. Nie! Ja jestem chłopcem, stajennym niemową. Ale czy ty do mnie mówisz myślami?
-No tak, ale dziewczyno nie wciskaj mi tu takich bajek, nie jesteś chłopakiem i to widać na pierwszy rzut moich oczu. I nie jesteś śmiertelniczką, to już wiem na pewno. Daj mi pić i nie patrz się już tak by ci oczy z głowy wypadną.- Parsknął z własnego żartu. Ayla nie mogła otrząsnąć się z szoku. Jak zwykły koń może do niej mówić, szybko dała mu wody i owsa i uciekła ze stajni. Musiała to sobie uporządkować. Siadła na murku przed gospodą i poczęła rozmawiać sama ze sobą w myślach.
-Jak koń może mówić?
-To nie jest zwykły koń, na pewno nie..
-Ale wygląda jak koń, zresztą jest to zwierze, a z żadnym nie można się skontaktować, próbowałam już tyle razy.
-Przyjmijmy, że nie jest to zwykły koń, ale kim jest jego pan??
-Ktoś kto ma takiego wierzchowca, nie może być zwykłym człowiekiem.
-A co jeśli on jest tak jak ja??
-Nie to nie możliwe, mówią, że oni mieszkają bardzo daleko stąd.
-A może jednak?? Jonatan mówił, że ktoś o mnie pytał- Dreszcz przeszedł po całym jej ciele. Złe przeczucie kumulujące się przez kilka ostatnich dni, uderzyło z nową siłą. Siedziała tak jeszcze chwilę, ale mróz zwiększał się z każdą chwilą, więc weszła do gospody. Było to spore, niskie pomieszczenie, zupełnie zadymione, tak, że nikłe lampy, nie dawały prawie wcale światła. Ogień w kominku buzował całkiem obiecująco. Nagle zauważyła, że w karczmie panuje bardzo nerwowa atmosfera, wszyscy ukradkiem spoglądali na mężczyznę siedzącego w kącie sali. Był to właściciel mówiącego rumaka. Ayla szybko przemknęła przez salę, czując na sobie baczny wzrok, gości lokalu. Służący nigdy nie jadał z panami. Usiadła cicho wśród swoich. Siedzieli przy kominku, grzejąc skostniałe ręce . Nie wyglądali na spiętych, ale dziewczyna zauważyła nienaturalnie wyprostowane plecy i rozbiegane oczy. Usiadła przed talerzem ciepłego jeszcze posiłku i szklanką herbaty. Korciło ją by zapytać co się dzieje, ale była tak głodna, że nie próbowała. Z reszta nie mogła się odzywać. Siadła blisko Kahla. Uśmiechnął się do niej dodając otuchy. Szepnął na ucho, że teraz jest chłopakiem, więc naprawdę jest jego bratem jak ją często nazywał. Uśmiechnęła się i w ostatnim momencie powstrzymała przed odpowiedzią. Atmosfera, powoli się rozluźniała, gdy zrobiło się już prawie swojsko, mężczyzna wstał. Wszystkie oczy na sali skierowały się w jego kierunku. Przybysz podszedł do baru i położył na nim sporą sakwę, mówiąc na tyle głośno by wszyscy usłyszeli.
-Dostaniesz za informację o osadzie.
 

 
Rozdział 8 ósmy
Wyruszyli tuż przed świtem. Jechali w milczeniu czujnie rozglądając się na boki. Po niecałej półgodzinie wjechali na brukowany trakt. Podkowy koni stukały rytmicznie. Oddechy zamieniały się w parę, było bardzo zimno. Poubierani w kurtki, zabijali cały czas ręce by je ogrzać. Po chwili odezwała się Ayla.
-Widziałam wczoraj Jonatana. –Rozejrzała się by zobaczyć jakie to wywoła wrażenie. Jechali szeroką ławą. Była pierwsza z prawej, a obok niej dostojnie jechał Thorn. Widziała jak Kahl drgnął. Nikt się nie odezwał. Nastawili tylko uszy i czekali na ciąg dalszy.
-Chciał przystąpić do osady.
-Czy powiedziałaś mu gdzie się znajduje osada??- Ojciec się gniewa- Pomyślała.- I ma rację, powinnam mu o tym powiedzieć wczoraj. W ogóle nie powinnam rozmawiać z tym chłopakiem, będą z tego same kłopoty.
-Oczywiście, że nie
-To dobrze, ale nie powinnaś z nim rozmawiać. Nie przyjmiemy go, ponieważ posiada koneksje z bankiem, a z nimi nigdy nie wiadomo.
-Dobrze.- Dalej jechali w milczeniu. Cały dzień poruszali się stałym powolnym tempem, nie spieszyło im się. Wieczorem rozłożyli się na obóz. Poszli pozbierać drewno na opał. Mężczyźni bardzo się dziwili, że zbiera chrust tak jak oni i spytali.
-Dlaczego nie użyjesz magii byłoby ci łatwiej.
-Nie mogę cały czas jej wykorzystywać. Rozleniwię się.. Powinnam jej używać tylko do leczenia.
-Twoja wola- Odparł Thorn.- Wieczór przy ognisku był cichy i pełen zadumy. Dziewczynie brakowało ciepła i przyjazności osady. Wśród mężczyzn czuła się bardzo nieswojo. Wszyscy byli sztywni i milczący. Szybko okryła się futrami, mruknęła dobranoc i poszła spać. Gdy usnęła porządnym kamiennym snem. Mężczyźni zgromadzeni przy ognisku, rozpoczęli debatę na temat czy dobrze postanowiła czy źle. Oki byli zdania, że dobrze. Obawiał się jej coraz szybciej rozwijających zdolności. Jednak Thorn był niepocieszony, uważał, że byłaby bardzo pomocna, ale widząc jej upór nie chciał oponować. Za to Kahl zdecydował wybić jej to z głowy. W końcu wszyscy usnęli.

Następnego dnia powitał ich zimny i mglisty poranek. Zimno mroziło każdy kawałek nieosłoniętego ciała i sprawiało, że wyjście spod skór wymagało bardzo silnej woli. Gdy otworzyła oczy zobaczyła jeden z ostatnich wirujących liści gdy opadał łagodnie na ziemie.
-Jaki on smutny.- Pomyślała obserwując jego straceńczy lot.- Symbolizuje koniec, nie dając nadziei na początek. Jak każdy człowiek tak i on musi umrzeć. Trzymając się ostatkiem sił gałęzi życia, wie, że tej siły nie powstrzyma i będzie musiał jej się poddać.
-Dość tych rozmyślań.- Powiedziała sobie na głos i jednym ruchem wyskoczyła spod sterty ubrań. Szybko narzuciła na siebie ciepłą kurtkę, spakowała manatki i wspięła się na wichra. Po chwili ostatniej krzątaniny ruszyli. Każdy w milczeniu przeżuwał kawałek suszonego mięsa. Cały dzień jechali w milczeniu z rzadka wymieniając między sobą spostrzeżenia co do krajobrazu i topografii. Gdy zatrzymali się na wieczorny odpoczynek, Ayla była skostniała z zimna i bolały ją wszystkie mięśnie od ciągłej powolnej jazdy. Tak spędziła jeszcze jeden dzień. Pod wieczór dotarli do bram miasta. Człowieczek w okienku był inny. Wychylił się i z lampą w ręce spytał zaspanym głosem.
-O tej porze nie wpuszczamy, czego tutaj szukacie??
-Chcemy zrobić zapasy na zimę, jesteśmy z pobliskiej wioski Nimrot, proszę nas przepuścić.
-Nie ma z wami żadnej młodej dziewczyny??
-Nie jest tylko chłopak nie mowa, a czemuś się pan o dziewczynę wywiadujesz?? Dla siebie szukasz??- Zapytał z ukrywaną ironią Oki. Rzucił jej szybkie spojrzenie. Ostrzyżone przefarbowane na czarno włosy i luźny męski strój uczyniły z niej chłopca. Nie dbała o wygląd, dla możliwości wyjazdu na zakupy ścięła piękne włosy
-Nie, jest zarządzenie starszyzny by żadnej nie wpuszczać, była tu ostatnio jedna i mocno narozrabiała, a co wy nic nie wiecie?? Głośno o tym było w okolicach. Podobno jakaś nawiedzona. Z dymem puściła dwa domy handlowe i nikt nie wie jak to się stało. Mówią, że to była ta z osady, ale ja to nie wiem. Osobiście sprawdzam czy żadna taka nie wchodzi, bo to mój obowiązek, no ale jak z wami takiej nie ma to was wpuszczę bo dobre serce mam i marznąć wam nie pozwolę.- Po tej ożywionej przemowie, znów zapadł w swój letarg otwierając powoli bramę. Gdy przejeżdżali spojrzał z uwagą w twarz Ayli, ale ta ucharakteryzowana była nie do poznania. Ciemne włosy i sztuczne młodzieńcze wąsiki pomogły.
-Nie zniszczyłam żadnych domów handlowych. Nie mam pojęcia o czym oni mówią.
 

 
Rozdział siódmy
W domu nikt nie wiedział, że coś się stało. Po zmroku razem z innymi mężczyznami zebrała się przy ognisku. Ona cięła drewno na deski, oni zbijali z nich dom na drzewie. Widzieli po zmroku jak koty. A za dnia było tyle roboty, że pracowali prawie całą dobę. Ayla siadła opierając plecy delikatnie o ścianę jadalni. Wpatrywała się zawzięcie w drzewo wyobrażając sobie stos równiutko pociętych desek. Kilka pił podniosło się z ziemi i ze świstem zabrało do roboty. Niektórzy przerywali pracę by na to popatrzeć. W pewnym momencie odezwał się Has.
-Jakbyś chciała to potrafiłabyś zmusić narzędzia do zbudowania domu??- Wszyscy na te słowa przerwali pracę i spojrzeli na nią zaciekawieni. Spojrzała na Hasa. Narzędzia opadły ze świstem przerywając pracę.
-Nie wiem ale chyba nie.
-Dlaczego?- Spojrzała na niego zdziwiona.
-Nigdy tego nie próbowałam, musiałabym wyobrazić sobie jego wygląd, co ma robić każde z narzędzi a ja się nie znam na budowaniu domów. Zresztą za dużo miałbyś czasu wolnego!.- Mężczyźni byli zadowoleni z obrotu rozmowy i wiedziała o tym. Następnego dnia postanowiła spróbować..
Późno poszła spać mimo to musiała wstać bardzo wcześnie. Znów brakowało drewna. Rozbudowa pochłaniała olbrzymie ilości budulca. Następnego dnia miała wyruszyć do miasta razem z Thornem, Kahlem, Okim. To była nagroda. Za to, że zarobili te pieniądze. Długo musiała prosić zanim jej pozwolono. Kahl odkąd wrócił ze spaceru z jej ojcem był jakiś dziwny. Unikał jej a gdy pytała o co się obraził nie odpowiadał. To i ta cała sytuacja dręczyły ją coraz bardziej. Poszła do lasu. Bardzo jej dokuczały plecy. Mimo to pracowała zawzięcie. Zrzuciła ciepłą kurtkę, pozostawiając bluzkę na ramiączkach a i tak było jej gorąco. Zabrała ze sobą mnóstwo narzędzi by praca szła szybciej. Zajęta robotą nie zauważyła gdy ktoś do niej podszedł od tyłu.
-Będzie ślad, pewnie na całe życie.- Odwróciła się gwałtownie. Przed nią na koniu siedział Jonatan. Ten chłopak co go uzdrowiła. Dyszała ciężko po wykonaniu pracy. Jeszcze nigdy nie spotkała na tym terenie nikogo spoza osady. Nie wiedziała jak się zachować. Oparła się o drzewo i spytała.
-Co ty tu robisz?
-Ładne przywitanie, uratowałaś mi życie, przyszedłem podziękować. Szukałem cię po lesie. Zwrócił moją uwagę odgłos upadających drzew.
-Podziękowałeś mi już, teraz żegnam.
-Hola hola. Przyszedłem tez cię ostrzec.
-Przed kim? Przed sobą?- Spytała z takim sarkazmem w głosie, że aż się dziwiła. Ręka świerzbiła ją by sięgnąć po siekierę. Nie zrobiła tego jednak.
-Nie. W mieście pojawił się człowiek, pytał o ciebie. Nie o osadę. A właśnie o ciebie.
-Czego chciał?
-Tego nie wiem. Radzę ci uważać. A w tedy w moim pokoju. Ja nie szukałem informacji gdzie jest osada po to by was zabić, tylko po to by do was dołączyć. Mógłbym wam dać dużo pieniędzy.
-Nie wkupisz się w nasze łaski. Pożyjemy zobaczymy. Może ojciec cię przyjmie. -Chłopak kiwnął głową, zawrócił konia i pognał jak wicher do miasta. Czuła się winna z powodu tego kłamstwa. Myślała o nim nie przerywając pracy. Tak się zagapiła, że nie zauważyła nastania wieczoru. Przed nią leżał stos desek, a obok stos drewienek na opał. Miała także własny sąd o Jonatanie.
-Rozpieszczony dzieciak z miasta, który chce spróbować czegoś nowego. Wróciła do osady, złożyła równo drewno i poszła do domu Meryl.
-Mogłabym cię prosić na chwilę??- Spytała gdy tylko ta wychynęła zza drzwi.
-Oczywiście.
-Wiesz o co chcę cię poprosić?
-Zmiana opatrunku?? Ale wiesz ta twoja rana nie wygląda ciekawie, powinien ją zobaczyć Kahl.
-On i tak ma bardzo dużo zmartwień na głowie, po co nakładać mu jeszcze jedno..
-Pokłóciliście się? Wy?
-Nie wiem o co mu chodzi. Musi dojrzeć i to z siebie wypluć.
W domu rozgardiasz spowodowany pakowaniem rzeczy na kilka dni, nie był przyjemny. Szła spać pełna najgorszych przeczuć.

 

 
-Spróbuj, skąd wiesz.
-Ty jesteś stąd, należysz do osady, tu się wychowałaś i jesteś taka jak oni! A ja? Znaleziona w lesie. Z jakimiś dziwnymi zdolnościami. Nie wiesz jak to jest być innym. Nie wiesz jak bardzo bym chciała być taka jak ty. Oddałabym za to wszystko. Byle tylko być taka jak wszyscy. Nie chcę zwracać na siebie uwagi. Ciągle wpadam w jakieś kłopoty. Nie chce by uznali, że więcej ze mnie kłopotu niż pożytku.- Zwiesiła głowę. Nie wiedziała dlaczego jej to powiedziała, słowa po prostu się z niej wylały. Meryl, tak jej obca, była pierwszą osobą, której to powiedziała, z Kahlem o tym nie rozmawiała. Oni po prostu czuli to samo.
-To jest mój dom, nie znam innego, nie chcę stąd odchodzić, tak się boję byście mnie nie wygnali, że, że już sama nie wiem..- Meryl podeszła i przytuliła ją do siebie.
-Nikt cię nie wygoni, jesteś dzieckiem osady i tak zostanie... Nie pozwolimy ci odejść.
 

 
Stuknelo 400 z czego pewnie 300 jest moich ale to nie wazne. Odwazylam sie wkleic tu cos mojego a to dla mnie duze wyzwanie. Jestem z siebie dumna. Czasem trzeba...
 

 
Tak od siebie.. Pisanie powinno byc zalecane jako sposob walki z depresją Z zaleceniami na ulotce" Nie podawać kobietom w ciąży, chorym na cyklofrenie i ze skłonnościami do tworzenia własnych światów" Grozi totalnymi zawiechami gdy człowiek zapatrzy się w urojone wydarzenia, zapomina się o całym świecie i dosłownie ogląda całe sceny.. fascynujace. Jak bede miala dziecko to na bierzaco bede wymyslac bajki, oboje bedziemy mieli frajde
  • awatar Gość: a co do lustra wlasnie moze trzeba za duzo czasu i to ze juz nie odbije wszystkiego sprawia ze masz watpliwosci ktore rodza pytania na ktore odpowiedzi nie znajdziesz ale gorzej odpowiedzi rozczaruja twoje oczekiwania. cale zycie zastanawiajac sie czy osoba ktora kochasz jest ci wierna czy nie klamie. (bo ten kto raz sklamal bedzie klama zawsze)nie jestem pewna czy warto
  • awatar Gość: nie dlatego ze ty to czytasz ale dlatego ze chce, przeczytalam ostanie dwa wpisy podoba mi sie chce wiedziec co jest wczesniej tylko jakos skupic sie nie moge
  • awatar Gość: ps dodalas mnie do obserwowanych wiec nawet jezeli nie mialo by to wieksze znacze obiecuje ze przeczytam wszystkie twoje wpisy od poczatku nie dzis nie jutro moze nawet nie za tydzien ale jak juz odzyskam troche rownowage by moc spokojnie skupic sie na tekscie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
-Zostańcie tutaj!!- Krzyknęła do innych dzieci, które zbiły się w przerażoną gromadkę . Podbiegła do Tobiego i brutalnie odrzuciła go na bok. Prawą ręka wyciągnęła krótki nóż który miała zawsze przy sobie i stanęła na szeroko rozstawionych nogach. Paraliżujący strach sprawił, że spięła się do granic możliwości. Miała na dzieje, że wilczyca nie zaatakuje, ale w pobliżu dał się słyszeć głos małych wilczątek.
-Cholera.- Mruknęła do siebie. Ayla warknęła jak wilk. Nie tracąc kontaktu wzrokowego warknęła jeszcze raz, po czym zaskomliła przepraszająco. Kolejna tajemnica jej dziwnego pochodzenia. Nikt nie miał pojęcia, kiedy nauczyła się porozumiewać z wilkami. Do ostatniego momentu miała nadzieje, że wilczyca odejdzie. W tym momencie rozwścieczona matka zaatakowała. Ayla uskoczyła wykonując ruch jakby chciała podciąć zwierzęciu gardło, ale nie trafiła i nóż musnął tylko zwierze, jeszcze bardziej je rozwścieczając. Dziewczyna przeturlała się. Wpatrywała się z uwagą w zranione zwierze. Wilczyca zawróciła i znów ruszyła do ataku. Ayla przykucnęła i przeturlała się, jednak wilczyca dostrzegła ruch. W sekundzie potężna łapa wyryła na jej plecach cztery równoległe ślady. Dziewczyna wygięła się z bólu, odwróciła i chciała pchnąć zwierze nożem, jednak wilczyca stała w miejscu obwąchując zakrwawioną łapę. Po chwili zawyła przeciągle i z podkulonym ogonem uciekła w las. Aylę zadziwiło zachowanie drapieżnika, jeszcze się nie zdarzyło by wilczyca odpuściła po zaatakowaniu jej legowiska. Przyklękła ciężko oddychając z trudem. Zebrała się w sobie i poszła na poszukiwanie przerażonych dzieci. Wszystkie weszły na drzewo.
-Dobra złazić!
-Ale kiedy my się boimy!
-Ale wilka już nie ma!
-No tak, ale weszliśmy tak wysoko, że teraz boimy się zejść.- Ayla się wściekła. Całe życie chodzą po drzewach jak małe małpki, a teraz?? Nie było innego wyjścia musiała po nich kolejno wchodzić i sprowadzać na ziemię. Czuła, że po plecach płynie jej krew, ale nie jest źle. Pocieszała się.
-No dość wrażeń na dzień dzisiejszy prawda.- Uśmiechnęła się trochę niepewnie do dzieci. Ale te już z werwą maszerowały do domu. Zadowolone, że nikt nie zginął. Trzymała się z tyłu tak by nikt nie zauważył rany.
-No do domu! Biegiem!- Gdy doszli do osady, zapadał mrok. Przestraszone matki czekały na swoje pociechy. Gdy wszystkie zaczęły opowiadać co się stało. Kobiety podeszły do Ayli przerażone.
-Oj nic się nie stało. Tobi wszedł w legowisko wilczycy- Mama Tobiego była przerażona. Wstrzymała oddech i mogło by się wydawać, że nigdy nie zamierza go wznowić. Ayla od małego uwielbiała wilki. Wszyscy o tym wiedzieli, a także o jej dziwnym z nimi związku.
-Na szczęście, wilczyca uciekła.
-Jak to uciekła?? One nigdy nie uciekają.- Powiedziała Meryl patrząc bystro na Aylę, która zaczynała się chwiać na nogach.
-Przecież wiesz. Ja tam się znam z wilkami heh- Uśmiechnęła się do kobiet, które zajęte były już tylko swoimi pociechami. Zaczęła się wycofywać pomału w kierunku ich malutkiego szpitala. Gdzie polazł ten Kahl! Gdy zamknęła za sobą drzwi odetchnęła z ulgą. Powoli zdjęła z siebie poszarpane ubranie. Nie mogła obejrzeć swoim pleców, ale czuła że nie jest źle. Siedziała tyłem do drzwi. Szukając w koszu bandaży i specjalnej rośliny. Były tu zapasy, jeszcze sprzed przybycia Ayli gdy leczyli się na własne sposoby.
-Mam- powiedziała do siebie triumfalnie, wyciągając zasuszony korzonek.
-Bardzo się cieszę.- To była Meryl. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie zawstydzona, że ta zobaczyła rany.
-Dlaczego tu przyszłaś Meryl??
-Zobaczyłam krew na trawie, nie jestem głupia.
-Poradzę sobie sama.
-Wątpię, jak posypiesz sobie plecy? Nie jesteś w stanie sama siebie uleczyć bo nie dostaniesz tam dłońmi. Kahl poszedł z twoim ojcem gdzieś tuż po obiedzie.
-Ech dobrze, wygrałaś położę się a ty mi to opatrz.- Meryl kiwnęła głową i zabrała się do roboty. Była młoda, mogła mieć 25 lat. Mimo to nie mogły się porozumieć, były dla siebie uprzedzająco uprzejme. Nigdy jednak nie wywiązała się między nimi zażyłość. Zabieg nie był bolesny, ale nie należał do przyjemnych. Meryl fachowo ją opatrzyła i przyniosła świeże ubrania.
-Dlaczego nie chcesz pokazać ludziom, że coś ci się stało? Kryjesz się z tym po kątach.- Spytała przekrzywiając lekko głowę.
-Nie zrozumiesz..